Medyczna marihuana jest bezpieczniejsza niż aspiryna

0

Obecny minister zdrowia – Konstanty Radziwiłł – twierdzi, że marihuana jest środkiem niebezpiecznym. Mówi nawet, że jeśli wprowadzimy ją do użycia w medycynie „będziemy zbierać dramatyczne żniwo”. Ten histeryczny ton ma się nijak do wyników prowadzonych na świecie badań, a nawet do doświadczenia użytkowników rekreacyjnych. Przywodzi na myśl raczej ulotki propagandowe z USA z czasów największej prohibicji antynarkotykowej. Mimo to ten sam obraz w różnej formie zdaje się rysować wielu przedstawicieli polskiej służby zdrowia. Pamiętamy niedawną aferę z doktorem Bachańskim, który leczył dzieci preparatami na bazie marihuany. Przekonywano nas, że był to jakiś okrutny eksperyment. Tymczasem – jak postaramy się wykazać w niniejszym artykule – prawdopodobnie chronił je przed dużo szkodliwszymi substancjami stosowanymi w takich przypadkach. Napiętnowanie lekarzy stosujących medyczną marihuanę w kraju, w którym przepisuje się ciężkie leki przeciwbólowe zamiast rehabilitacji, a młodym ludziom z lekkimi zaburzeniami psychicznymi zaleca się specyfiki przeznaczone dla zaawansowanych schizofreników wydaję się być hipokryzją.

Czy rzeczywiście powinniśmy się bać medycznej marihuany? A może warto dowiedzieć się czegoś więcej na jej temat zanim wydamy ostateczny wyrok?

Przyjrzymy się najpierw czym jest medyczna marihuana i w jakich terapiach jest najczęściej stosowana:

Mianem medycznej marihuany określa się susz oraz pochodne produkowane z konopi indyjskich w celach leczniczych i wspomagających leczenie. Podstawową różnicą między tym rodzajem marihuany a marihuaną stosowaną rekreacyjnie jest precyzyjne określenie zawartości substancji czynnych w danej odmianie. Oczywiście tam, gdzie dopuszczona jest do obrotu jedynie marihuana medyczna ma ona również dużo lepszą jakość, a źródła, z których pochodzi są wiarygodne. Ponadto pacjent zażywający taki lek znajduje się pod stałą obserwacją lekarza. Stosuje się ją przede wszystkim u pacjentów chorych na nowotwory, choroby neurologiczne, których głównymi objawami są bóle i spazmy, a także eksperymentalnie w cukrzycy czy astmie.

Ale czy marihuana jest naprawdę niebezpiecznym narkotykiem, czy lepiej zażywać aspirynę, paracetamol albo ibuprofen? Okazuje się, że niekoniecznie. Zaletą marihuany medycznej jako środka przeciwbólowego jest właśnie to, że praktycznie nie daje skutków ubocznych i nie uzależnia. W każdym razie dużo mniej niż część leków dostępnych w aptekach, na receptę, a nawet sprzedawanych jako leki przeciwbólowe i przeciwkaszlowe w marketach. Poza rzadkimi przypadkami osób, które źle reagują na cannabis (a takie na pewno szybko zrezygnują z terapii) konopie indyjskie doskonale zastępują silniejsze środki przeciwbólowe. Zażywane wziewnie albo w formie herbatki w niewielkiej dawce nie narażają układu pokarmowego tak jak zawierające kwas i różnego rodzaju spoiwa tabletki. W dawkach i formie proponowanej przez lekarzy nie powodują uzależnienia. Istnieją nawet badania, które potwierdzają skuteczność medycznej marihuany w leczeniu uzależnień.

Politycy kategorycznie sprzeciwiający się procedurze legalizacyjnej zwykle nie podają konkretów, bo ich nie znają albo nie chcą znać. Wystarczy zajrzeć do badań przeprowadzanych w krajach, w których dopuszczono legalizację do celów medycznych, żeby zrozumieć, że marihuana może być bezpieczniejsza niż aspiryna.

Oczywiście po zbyt dużej dawce pacjent czy użytkownik może się poczuć źle. Jednak bardzo trudno naprawdę się otruć konopiami. Niemiłe samopoczucie mija dość szybko i nie pozostawia trwałych zmian w organizmie (czego nie można powiedzieć o wszystkich lekach przeciwbólowych).

About Author

Skomentuj

Skomentuj przez FB

komentarzy